Polskie święte krowy

Polskie święte krowy

Znamy święte krowy z Indii. Czy w Polsce też występują? A jakże inaczej, tylko w nieco innej formie. Polska święta krowa to każdy bezmyślny pieszy wchodzący na jezdnię nie upewniający się wcześniej czy jakiś pojazd jest na drodze czy też nie.

To moja definicja, ale bardzo dosadnie pokazuje stan umysłowy zabłąkanej grupy społecznej, która działa pod presją chwili. W dużych miastach niewiele jest świętych krów. Dlaczego? Wiedzą, że może skończyć się to tragicznie. Średnia prędkość poruszania się pojazdu to 60 km/h. Tak, tak. Ograniczenie jest do 50 km/h. I co z tego? Większość kierowców jeździ autami 60 km/h lub więcej.

Przyjechałem znowu do Starogardu Gdańskiego. Mojego rodzinnego miasta… Miasta świętych krów. Nie lubię tutaj jeździć samochodem. Piesi czują się bezkarni, tak jakby mieli 9 żyć – jak kot.  Wchodzą na drogę w każdym miejscu. Przejście dla pieszych to najwyraźniej mit, który w tym mieście nie działa. Wczoraj jadąc przy banku WBK pieszy wbiegł sobie na drogę. Z obu stron jechały auta. Wbiegł z mojej strony. Ostre hamowanie. Idiota zauważył, że nie ma szans przebiec, bo wianuszek aut z jednej i drugiej strony i wrócił na chodnik. We mnie zabulgotało. Nie nawidzę kretynów bez wyobraźni. Pomijam fakt, że dobre 100 m dalej jest przejście dla pieszych.

Świętych krów w małych miejscowościach nie brakuje. Szkoda tylko, że cierpią z powodu ich występowania kierowcy. Nie bronię ich (kierowców), a tylko chcę zwrócić uwagę na bezmyślność sporej rzeszy pieszych…

1,320 total views, 1 views today

3 Comments

  1. Rafał

    Najzabawniejsze, że część tych pieszych to kierowcy.. Mnie osobiście drażnią tacy co bez patrzenia wchodzą wprost pod koła, albo emeryci idący o kulach przez trzy pasy, tudzież mój „ulubiony” gatunek: ludzie przechodzący przez jezdnie <10m od przejścia.

    Pieszy ma prawo wejść na ulicę jesli do przejścia ma 100m, ale niech sie najpierw upewni czy może, bo przy prędkości 60km/h ginie na miejscu.

    1. Łukasz Lubiński

      Zdecydowanie Rafał, większość z nich to kierowcy. Dziś widziałem inny przypadek. Dzieciak odwrócony tyłkiem do jezdni stoi na jej krawędzi. Zwolniłem maksymalnie jak się dało, odbiłem i przejechałem obserwując sytuację w lusterku. Za mną BMW. Też zwolniło, a dzieciak wpadł na jezdnię chcąc przebiec. BWM po piskach, odbiło w lewo. Nic na szczęście nie jechało z naprzeciwka. Idiotów nie brakuje… Nawet w wieku 8 lat.

      1. Rafał

        Dzieci uczą się od rodziców. Nie raz widziałem jak matka czy ojciec przeprowadzali dziecki za rękę przez jezdnię nieopodal przejścia. Co się potem dziwić, że tak a nie inaczej podchodzą do tematu bezpieczeństwa?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *